Konrad Kuzyszyn — Limited Edition

Konrad Kuzyszyn „Limited Edition”

otwarcie wystawy: piątek, 26 kwietnia, g. 18
spotkanie z artystą: piątek, 17 maja, g. 18

galeria :SKALA | 20.03 – 13.04.2019
ul. Święty Marcin 49a
Poznań

STARE KUWETY

Konrad Kuzyszyn znany jest ze swego zainteresowania ciałem ludzkim. Już 30 lat temu zasłynął serią fotografii wykonanych w Collegium Anatomicum Akademii Medycznej w Łodzi. Na fotografiach widzimy martwe ciała w formalinie. Zdjęcia piękne. Ostre. Bezwzględne w swym obiektywizmie. Dziwi mnie fakt, że zdjęcia te uznano za kontrowersyjne. Dziwi mnie tu zjawisko, które nazwałbym odwróconą perwersją. Mamy z nią do czynienia wtedy, gdy za gorszący uznajemy fakt najbardziej pospolity. Co jest kontrowersyjnego w martwym ciele? Przecież każdy ma ciało, i każdy będzie martwy. Nad czym się tu zastanawiać? Jak mówi Cioran: „Co tu gadać w obliczu trupa?”. W obliczu trupa człowiek przestaje myśleć (cokolwiek to znaczy), i oddaje się czemuś w rodzaju kontemplacji rzeźbiarskiej. Wie o tym każdy, kto trzymał w ręku ludzką czaszkę. „Kontemplacja rzeźbiarska” jest to silne przeżycie psychiczne, (związane z doświadczaniem granicy między „materią ożywioną” i „nieożywioną”), z którego nie płyną żadne wnioski.
Właściwie wszystkie prace Kuzyszyna dotyczą ludzkiego ciała, tej najbardziej poruszającej rzeźby naturalnej, tego przedziwnego zbiornika na nie wiadomo co. W tym sensie jest Kuzyszyn artystą klasycznym. Porusza stary jak świat temat, modny od chwili, kiedy jeden człekokształtny zadumał się nad faktem, że drugi człekokształtny nie żyje na amen.
Z lenistwa zazwyczaj mierzę ludzi własną miarą (bo nie chce mi się przykładać innej), i od niepamiętnych lat żyję w przekonaniu, że takich tekstów do wystaw ludzie raczej nie czytają, bo ja też raczej nie czytam. Zawsze chciałem więc napisać taki tekst do wystawy, że powiedzmy dwa pierwsze akapity są na temat, bo to ludzie jeszcze zerkną, ale dalej niż dwa akapity nie ujadą, ale potem (od trzeciego akapitu) mogę napisać wszystko; na jaki temat chcę, i co mi się podoba.
Kuzyszyna znam głównie z Rady Wydziału Sztuki Mediów Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Żeby nie było wątpliwości: Rada wydziału jest to organ kolegialny podejmujący uchwały w ważnych sprawach dotyczących Wydziału. W skład Rady Wydziału wchodzą: dziekan, prodziekan, nauczyciele akademiccy posiadający stopień naukowy doktora habilitowanego, inni nauczyciele akademiccy, np. kierownicy katedr, albo kierownicy pracowni, i tak dalej.
Najwięcej czasu Rada Wydziału poświęca przewodom doktorskim. Przychodzą na Radę zazwyczaj studenci doktoranccy, albo inni ludzie z zamiarem uzyskania tytułu doktora sztuki. Emocjonujące jest wszczęcie przewodu. Doktorant prezentuje swój dorobek artystyczny, oraz koncepcję pracy doktorskiej. Wszystko dzięki Markowi Wasilewskiemu (też należy do Rady Wydziału), który kilka lat temu urządził Interdyscyplinarne Studia Doktoranckie na naszym Wydziale, i powinien za to dostać order orła białego, bo pierwsze trzy lata tych studiów doktoranckich były wspaniałe i wielu wspaniałych doktorantów się zapisało na te studia. Nigdy nie widziałem w naszej szkole tak rozhulanego życia umysłowego. Nie zmienia to jednak faktu, że sztuka nie jest nauką i nawet najinteligentniejsi ludzie często mają problem ze sformułowaniem tez swej pracy doktorskiej w zakresie „sztuka”. (Jak tu dobrać tzw. metodologię prac badawczych do czegoś, co z metodologią nie chce mieć nic wspólnego?). Wymyślają różne dziwadła. Na przykład: „Postdźwięki”, „Postreżyseria”, „Postkuratorstwo”. Ja rozumiem, że język jest żywą tkanką. Powstają nowe terminy. Uważam nawet, że terminy nie muszą być zupełnie „sensowne” (cokolwiek to znaczy); mało to ludzie bzdur gadają i jakoś sobie radzą? Ale nie powinno być tak, że ktoś chce zostać „ojcem terminu”, wymyśla go, ale nie potrafi wyjaśnić ludziom, co termin ten miałby oznaczać. Lecz to zbędna dygresja. Tak czy owak, muszę przyznać, że dzięki dr Adamowi Mazurowi już całkiem oswoiłem się z terminem „postfotografia”. Przyjmijmy roboczo, że jest to całokształt zjawisk związanych z produkcją i dystrybucją obrazu fotograficznego po rewolucji technologicznej, która dokonała się w ostatnich latach i postępować będzie w przyszłości. Wspomnę tylko o dwóch aspektach tej złożonej sytuacji. Dzisiaj powstaje więcej obrazów fotograficznych, niż ludzie są w stanie obejrzeć. Większości zdjęć nikt nie ogląda i to pociąga za sobą szereg poważnych konsekwencji. Jest to jakiś przełom. Ponadto, wraz z rozwojem fotoszopów i innych technik, obraz fotograficzny utracił domyślny status odwzorowania „rzeczywistości” (cokolwiek to znaczy) i tworzy obecnie „rzeczywistość alternatywną”. To też jest doniosły przełom. Dobrze, niech będzie „postfotografia”. Nie przeszkadza mi to jednak wątpić w powszechną użyteczność tego terminu. Zjawiska „postfotograficzne” są dzisiaj „normalne”, czyli są „normalną fotografią dnia dzisiejszego”. Czy na „normalną fotografię dnia dzisiejszego” normalny człowiek będzie mówił „postfotografia”? Nie sądzę.
Pisząc o tych sprawach, zmierzam do następującej refleksji: Byłem u Kuzyszyna w pracowni. Widziałem, jak Kuzyszyn odlewa te swoje kuwety. Właściwie małe trumny po starych czynnościach ciemniowych. Kiedyś, do tej kuwety wlewało się wywoływacz, czy co tam, wkładało się papier i było widać, jak obraz na papierze dosłownie się objawia. Dla człowieka pierwotnego taka kuweta byłaby na pewno przedmiotem magicznym. Łonem, z którego wychodzą wizerunki i tak dalej. Ale z tych kuwet już nic nie będzie. Mimo to Kuzyszyn patrzy w te puste kuwety. Z przyzwyczajenia pewnie. I jak tak patrzył w te stare kuwety, to wtedy przeszło mi przez myśl spontanicznie, że to jest właśnie postfotografia.

Piotr Bosacki